Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 grudnia 2012

Święta jak w piosence

1.
Znowu zima, znowu grudzień,
znów się rozgościły święta,
a ty stwierdzasz, już bez złudzeń:
Jest inaczej niż w piosenkach...

Śnieg przez chwilę ledwie prószył,
gwiazd nie widać za chmurami,
mało kto się szczerze wzruszył
świątecznymi życzeniami.

Dziadek znowu ma humory,
pod choinką para trampek...
I nie zgasły wszelkie spory –
co najwyżej kilka lampek!

Ref.

Grzanym winem wznosząc zdrowie,
doceń, że święta też człowiek –
że nie muszą, gdy mróz trzaska,
być prześliczne jak z obrazka.
Ciesz się, świecko lub sakralnie,
tym, co nie jest idealne!
2.
Żadne sanie, janosicy,
żaden kulig, konie kłusem –
w mieście, po głównej ulicy
duch świąt jeździ autobusem!

Prezentów nie doręczają
roześmiane renifery,
tylko sam to robisz, łkając
i targając wózki cztery.

Wszyscy mają być życzliwi
i siać słodycz jak z puddingu…
gdy tu jakiś gad parszywy
kradnie miejsce na parkingu!

Ref.
Grzanym winem wznosząc zdrowie,
doceń, że święta też człowiek...

Ciąg dalszy refrenu dla tych, którzy chcą jeszcze ponucić
albo w ogóle wymyślili jakąś melodię do tego tekstu:


Nie miej wyrzutów sumienia,
że nie wszystkim ślesz życzenia.
Można ptakom, drzewom, kwiatom,
ale – zmiłuj się! – wariatom?

Kto był wredny, ten już raczej
będzie wredny – nie inaczej!
Więc bez żalu nad Dickensem
podziel się pieroga kęsem
z tymi, którzy nawet w złości
akceptują Cię w całości!

I na koniec od Kieszeni:
Zdrowia, szczęścia, pomyślności
z dala od doskonałości!

Tekst napisany pod wpływem zasłyszanego dziś dialogu:
– A jak święta?
– No fajnie, ale wiesz… Zawsze się człowiek nasłucha tych piosenek o gwiazdkach, dzwonkach, romantycznych kuligach, a w domu… tak zwyczajnie.
 


Zdjęcie pierwsze pochodzi z dzisiejszego spaceru, drugie – z lenistwa w południe (w kadrze: słońce, koty i imieninowe kwiaty – dziękuję!

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Drugie życie (starego) piernika

Jak wykorzystać pierniczki, które niezbyt się udały albo za bardzo przypiekły? Zrobić z nich etykietki na prezenty!
Myślę, że literki lepiej wyglądałyby wypisane białym lukrem (wypróbuję za rok – tym razem, wyobraźcie sobie, nie miałam pod ręką ;), ale i tak efekt jest niezły: prezenty pachną świętami! No i identyfikacja pod choinką ułatwiona.
Tymczasem życzę Wam, drodzy kieszeniarze, żeby święta przyniosły Wam oddech od wszystkiego, co na co dzień Was trapi, niepokoi, irytuje, męczy, czyli – oddala od Waszych marzeń. Dużo wolnych myśli, radosnych planów i szczęścia po horyzont!
 

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Ja pierniczę!

Zbliżają się święta, więc Kieszenie postanowiły przyłączyć się do kulinarnej euforii i upiec pierniczki. Tym bardziej, że na czwartek przypada firmowa wigilia, na którą każdy przynosi jakąś potrawę, optymalnie – własnego autorstwa.
Do wykonania PIERNICZKÓW ŚWIĄTECZNYCH potrzebne są:
  • mąka, jajka, kakao i inne składniki z przepisu z Moich wypieków
  • 1 dodatkowa porcja mąki (ok. 30 dag)
  • 1 uczynny R. 
  • 1 nóż 
  • 1 odkurzacz
  • 2 koty
  • 2-3 ścierki kuchenne
  • 1 drewniana łopatka
Ciasto na pierniczki wykonać według przepisu – z wyjątkiem dodania kakao. Wlać za to więcej miodu, bo ułatwia mieszanie składników. Masę starannie ugnieść, nucąc I'm George Michael, I get out of the car... (polyester). Gdy ciasto okaże się zbyt kleiste, by je zdjąć z dłoni, a co dopiero oderwać od blatu, zawołać R., który nożem (uwaga: rekomendujemy tępą stronę ostrza) jak szpatułką zbierze ciasto z palców kucharki i strzepnie na blat. Część przytwierdzoną do blatu zedrzeć drewnianą łopatką.

Zgromadzoną w centrum stolnicy b
rejowatą masę oprószyć
mąką, uzyskując właściwą konsystencję ciasta i znakomitą opinię o swoim talencie cukierniczym
. Wypuścić koty (gdziekolwiek wcześniej były). Napić się wina (przepraszamy, że nie wspomnieliśmy o nim w liście składników, ale to się chyba rozumie samo przez się). Z rozrzewnieniem spoglądać na koty, które z gracją kręcą esy floresy wokół naszych kostek, i ugniatać ciasto trochę zbyt długo, celebrując to doświadczenie. Przypomnieć sobie o kakao. Wzgardzić sztućcami (do przepisu potrzebna jest 1 łyżeczka) i z nonszalancją sypnąć proszkiem z kartonu.

Skonstatować, że należało użyć łyżki. Warstwy kakao zgromadzone
na kuchence, lodówce, kafelkach ściennych, podłodze oraz własnej lewej nogawce wciągnąć odkurzaczem. Na kilogramy rozniesione przez koty zareagować jedynie dobrotliwym uśmiechem. Pozostałą część zachować w celu odkrycia następnego dnia, np. w szufladzie lub zmywarce. Wrócić do ciasta, rozwałkować, wykrawać dowolne kształty, wstawić do piekarnika i upiec bez większych przygód. Smacznego!


WAŻNIEJSZE SKŁADNIKI:
DODATKOWE PODPOWIEDZI:

1. Ściereczki stosować interwencyjnie, według uznania, w razie potrzeby skrapiając je wodą.

2. Niektóre gospodynie domowe polecają zamiast kotów użyć psa lub dzieci.
3. Pierniczki podawać z gorącą herbatą, co nada im dodatkową, obok dekoracyjnej, funkcję: będzie można je spożyć.
4. Jako że pierniczki wyjdą zbyt słodkie (patrz: miód), można udekorować je polewą z gorzkiej czekolady połączonej z mlekiem, która zwarzy się w garnku. Ale o tym, być może, w następnym odcinku.

środa, 31 października 2012

Mnie się wszystko kojarzy z...

Z kim, no z kim Kieszenie mogą świętować Halloween? Zdjęcie znalezione tutaj.


środa, 24 października 2012

I już nigdy nie spojrzysz na arbuza tak samo

Na kilka dni przed Halloween – seria niepowtarzalnych postaci z horrorów. Za inspirację dziękuję Pawłowi!

Który skradł Wasze serce? Moje, poza numerem 10, bohater 4 i 1.

piątek, 1 czerwca 2012

Nieprawda, że tata nigdy nie nosił krawata

Za kilka tygodni Dzień Ojca – kreatywnych zachęcam do złożenia kartki, na której instrukcję wykonania dziś się natknęłam:
Podpowiedzi krok po kroku znajdziecie tutaj. Mogą się przydać również przy okazji innych męskich świąt (byle nie jutro, bo 2 czerwca to dzień bez krawata!).
P.S. Zajrzałam do sieci, żeby upewnić się, kiedy przypada Dzień Ojca (zawsze zapominam) i znalazłam wyjaśnienie w Wikipedii: Zarówno w Polsce, jak i w Nikaragui, święto to obchodzone jest 23 czerwca.
P.S. 2 Tymczasem ten tydzień obfitował w pracę różnego sortu oraz jedno spełnione marzenie... :-) Przyjdzie czas, żeby napisać o nim więcej. A weekend zapowiada się rekreacyjnie (nareszcie!).

piątek, 30 grudnia 2011

Koniec roku z przytupem

Ostatnie tygodnie roku 2011 dostarczyły mi tylu wrażeń (albo – tak mnie przeczołgały), że wydaje mi się, iż grudzień trwał co najmniej kwartał. Zupełnie, jakby stary rok koniecznie chciał zakończyć swoją kadencję mocnym akcentem, nadrobić ewentualne tygodnie monotonii – suspensem, utrzeć nosa moim planom spokojnego zakończenia różnych spraw.

Najpierw, przed świętami, syndrom tornada w pracy (czyli: jakaś potężna siła porywa mnie rano, przeżuwa i eksploatuje, by po południu wypluć – nie do końca świadomą, co się ze mną działo). Szał przygotowań do kolejnego roku, spiętrzenie projektów, naglące terminy prac biurokratycznych – a jednocześnie próba zachowania trzeźwości umysłu na potrzeby kreatywnych zleceń. Kartki urlopowe fruwające nad głową jak płatki śniegu (które zresztą, bądźmy szczerzy, ustąpiły walkowerem).

Raptem... Wigilia! Chwila oddechu, przyjemny i nieoczekiwany (zima zaskoczyła drogowców!) przeskok do świątecznej strefy czasowej. Radosne chwile, niecierpliwe rozmowy, Nowe Wspaniałe Książki pod choinką, pyszna zupa owocowa, stado zwierząt, tradycyjnie wiszących u każdego narożnika obrusa, odwieczne spory czy lepiej włączyć kolędy, czy np. Beastie Boys ;-) Uśmiech na myśl o tych, którzy wśród świątecznych przygotowań pamiętali też o moich imieninach – jak napisała Asia, "w ten jesienny czas" :-)

Nazajutrz – pozornie niezbyt świąteczny, ale całkiem rekreacyjny – seans skandynawskiego serialu The Killing (przy tęczowej świeczce, z kotem na nerkach i z R. u boku), a wieczorem – spontaniczny wypad do TuTu z Magdą i Pawłem. Baaardzo przyjemny, bo podsycany grzańcem i grą w scrabble (czyli dla mnie ideał!).
Już był w ogródku, już witał się ze służbowymi wyzwaniami... gdy nagle dorwało mnie paskudne przeziębienie (a z nim gorączkowe sny, przerywane blaskiem choinkowych lampek) – które wykluczyło mnie ze świata żywych na parę dni. Gdy już wychodziłam na prostą, zdarzyła się wczorajsza noc... podczas której nie przespałam ani minuty i do pracy wybrałam się rano w... domyślacie się jakim stanie.

Teraz ze zdrowiem jest już lepiej, ale czuję się, jakbym już teraz była po hucznym Sylwestrze ;-) Na jutro marzy mi się więc – choć to może niepopularne – wyłącznie gorąca herbata i spokój.

Na koniec życzę Wam na Nowy Rok takich emocji, jakich Fidze dostarcza widok muchy ;-) Czyli dużo wypoczynku, zadowolenia z siebie i świętego spokoju (zdjęcie 1) – urozmaicanych od czasu do czasu frapującymi niespodziankami od losu (zdjęcie 2 :-)

I dziękuję za kolejny rok spotkań w Kieszeniach – jak widać, naprawdę okazały się pojemne jak ocean, bo mieszczą coraz więcej osób (a wszystkie do tego bezustannie liczą, wypatrują pociągów i układają ręczniki! ;-) Niedawno też Kieszeniom na Facebooku stuknęło 200 fanów – kłaniam się i do zobaczenia w 2012!

piątek, 22 kwietnia 2011

Świąt pełnych życia

Miniony tydzień był dla mnie dość ciężki. Przyniósł mi dwie złe wiadomości – jedną związaną ze zdrowiem kogoś bliskiego, drugą – ze śmiercią ukochanego zwierzaka.

Nie jestem osobą, która – poza gronem najbliższych – daje po sobie poznać osobiste problemy. Czasem myślę nawet, że stanowię wzorcowy przykład człowieka, po którego samobójstwie znajomi z pracy mówiliby, że Nic na to nie wskazywało, była przecież uśmiechnięta! W każdym razie, nawet poddając się codziennemu ferworowi zajęć, nie da się uciec przed przytłaczającymi myślami. A szkoda...

Miałam takie momenty, że nie wiedziałam, z jakiego powodu płaczę – ze strachu przed przyszłością, z bezsilności, z naiwnego braku akceptacji dla faktów, z goryczy i poczucia  niesprawiedliwości, z tęsknoty za przeszłością...

Życzę Wam – i sobie – żeby te święta były kojące i pełne spokoju. Żeby otworzyły Was na radość, pomogły dostrzec kolory pośród, obezwładniającej czasem, czerni. I
przyniosły powiew wiosennego optymizmu.
Zdjęcie pochodzi stąd, przedstawia okna w Singapurze.

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Kolęda i Komeda

Ponieważ nie miałam w tym roku żadnego oddechu od pracy w okolicach świąt (pozostałości urlopu wykorzystałam na konferencje w październiku), dzisiejszy dzień był dla mnie normalnym poniedziałkiem pracującym. Przyznaję uczciwie, pobudka nie była zbyt radosna... i z tego miejsca pozdrawiam wszystkich, dla których również tegoroczne święta były krótsze niż standardowy, współczesny „długi weekend” ;-)
Dlatego postanowiłam choć odrobinę przedłużyć sobie święta – za pomocą dzisiejszego popołudnia – i solennie deklaruję:
1. Nie myśleć dziś po pracy o pracy.
(1b. Tym bardziej – nie robić nic do pracy po pracy ;-)

2. Cały wieczór spędzić przy choinkowych lampkach i nastrajającej świątecznie muzyce*.

3. Przez zdecydowaną część wieczoru przytulać się do R. i kotów.

4. Przez pozostałą część wieczoru (lub – w miarę możliwości – równocześnie) rozkoszować się lekturą książek, które znalazłam pod choinką.

5. Zjeść na kolację wszystkie świąteczne pyszności, które jeszcze nam zostały (ale nie byle jak, tylko ładnie, siedząc na krześle, i jedząc z talerza, a nie ze słoika ;-)

6. Pić pyszne, rozgrzewające napoje – i dzięki temu myśleć o wszystkich ciepło :-)

7. W przerwie między czytaniem a delektowaniem się świątecznymi przysmakami, wziąć dłuuugą i leniwą kąpiel. Niezmiennie – z muzyką w tle.

8. Nie zbliżać się dziś więcej do komputera. Wiem, że to poniekąd wynika z poprzednich, ale ja muszę sobie ten warunek napisać dużymi literami ;-)

9. Przekazać Wam ten plan i zachęcić do spędzenia poniedziałkowego popołudnia w identyczny sposób.

10. A jeśli się uda, to i wtorkowego :-)

To wszystko. A na zakończenie – kilka radosnych kadrów. Najpierw pejzaż kuchenny (mało świąteczny, ale należycie ascetycznie zimowy ;-) a zamieszczony dla upamiętnienia bukietu imieninowego. Następnie porcja moich tegorocznych zdobyczy (dziękuję Mikołajom!) – z dużym prawdopodobieństwem w przyszłości pojawią się w Kieszeniach w osobnych notkach. Na koniec – konik, z drzewa koń na choince (wspomnienie wczorajszego sielskiego wieczoru). A teraz – merry Monday! :-)
* Nastrajająca świątecznie muzyka to w moim przypadku albo kolędy, albo płyty, które znalazłam pod choinką – w tym roku jest to muzyka Krzysztofa Komedy z Dziecka Rosemary. Polecam, kołysanka Mii Farrow w blasku choinkowych lampek brzmi doskonale ;-)

piątek, 24 grudnia 2010

Santa Claus is coming to town...

Cudownego dnia! :-)
Zdjęcie z Whorange

czwartek, 23 grudnia 2010

Kalendarze na czasie (nomen omen ;-)

W przededniu świąt, dla ubarwienia szaro-burego pejzażu za oknem, prezentuję Wam wybrane kartki z kalendarzy. Mam nadzieję, że Wasze święta – i nadchodzący rok – będą miały w sobie tyle wdzięku i radości, co te projekty! Wszystkie propozycje z etsy.
Z takim kalendarzem czas dosłownie płynie na okrągło ;-)
Propozycja nie tylko dla niebieskich ptaków.
 Naturalnie i minimalistycznie.
Czy ktoś śmiałby na jego widok zawołać Spal żółte kalendarze?! ;-)
Tego nie mogło zabraknąć! Kalendarz typograficzny.

Ciąg dalszy reaktywacji.
Na zakończenie – osobista dedykacja dla besame.mucho :-)

Za kilka dni kolejna porcja kalendarzowych inspiracji. A póki co – wypoczywajcie :-) Do usłyszenia!

wtorek, 30 listopada 2010

Kevin Christ Superstar

Zawsze mi się wydawało, że emisja filmu Kevin sam w domu w święta jest zabiegiem nader irytującym. Że wynika z  oszczędności stacji Polsat, która każdy program i serial powtarza milion razy, że stanowi antenową zapchajdziurę z powodu braku lepszych pomysłów, że dla widzów jest w najlepszym wypadku tłem rodzinnych spędów czy świątecznych porządków.

I OK, rozumiem, że niektórzy lubią przy okazji spotkania przy stole obejrzeć coś wspólnie – ale filmów „pogodnych, lekkich i nastrajających optymistycznie” jest multum – więc zmiana repertuaru tylko wyszłaby na dobre. Mnie osobiście Kevin drażni niemiłosiernie (a w święta należy być miłosiernym), jeśli natknę się nawet na jego zapowiedź – omijam szerokim łukiem, toteż wiadomość o wycofaniu filmu z ramówki tylko mnie ucieszyła.

Domyślałam się wprawdzie, że znajdą się tacy, których zmartwi – ale nie sądziłam, że ta produkcja ma aż tylu zagorzałych obrońców. Oto bowiem okazało się, że Kevin jest narodowym bohaterem. Powstały petycje i grupy na Facebooku (zachwyciła mnie zwłaszcza ta o nazwie Polsat ZABIŁ Święta) postulujące przywrócenie Kevina na antenę – i ostatecznie przyniosły skutek, stacja zmieniła decyzję. No cóż, trudno ;-) Uderzyły mnie jednak komentarze po zapowiedziach ramówki bez Kevina. Oto parę kwiatków:

– swieta do bani jedyne co ze swietami mi sie kojazy to kevin:(:(:(:(
– Ja zaraz umre jak go nie bnedzie (...) Nie odchodz Kevin jestes fajnym i naj najlepszym komediarzem !!!!!!!!!!  
– To jest straszne ! Czy wy sobie wyobrażacie święta bez Kevina ... Koszmar!
– smutnie i nie wyobrażalne po prostu brak słów ...  
– powieszę się lepiej mnie uratujcie to koszmar aż mi łzy ciekną...Protestuję!!!!!!!!!!!CHCĘ KEVINA!
– albo go obejrzę z rodziną na laptopie, albo moje święta będą jednym z najgorszych ;c
– Zrujnowali nam święta ;(  

– Przy dzieleniu się opłatkiem będę wszystkim życzył aby nie powtórzyły się już święta bez Kevina.
– Niee!! Choć rzadko oglądałam, to sama ta świadomość, że nie poleci jest... dziwna.
(stąd)
– Wyjdźmy na ulicę, zastrajkujmy protest, nie płaćmy abonamentu! (stąd; czy abonament obejmuje Polsat?;-)
– zapomniałam ze 2010rok to rok katastrof... (fakt, brak Kevina to drugi Smoleńsk; rzecz stąd)

I tak się zastanawiam... Jestem w stanie zrozumieć przywiązanie do filmu (sama mam parę ulubionych, a gusta są różne), nie podejrzewałam, że masowa widownia zapragnie nagle oglądać w święta Żywot Briana (choć osobiście nie miałabym nic przeciwko temu ;-), znam siłę „nowych świeckich tradycji”, wiem też, że święta się desakralizują (sama z pewnością robię niewiele, by temu przeciwdziałać). Ale żeby jedna trywialna komedia wyznaczała sens wigilijnego wieczoru? Zacytuję jednego z przedmówców – To jest straszne!

środa, 10 listopada 2010

Klikalny biust i kocyk denata - prezenty z Kieszeni

Oczywiście, że prezent gwiazdkowy powinien być dopasowany indywidualnie do obdarowanego. Jeśli jednak nie mamy absolutnie żadnego pomysłu na upominek dla dziewczyny, taty czy przyjaciela – nie sięgajmy zaraz do list bestsellerów czy świątecznych składanek płytowych. Oto kilka podpowiedzi, które pozwolą ukryć pod choinką prezenty ciekawe, dość niebanalne (czytaj: zagrożenie, że obdarowany otrzyma od św. Mikołaja ten sam przedmiot w kilku egzemplarzach, jest niewielkie ;-). Rzecz jasna, jest to lista wysoce subiektywna – de gustibus non autobus itd. ;-)

Pierwszy odcinek kieszeniowych prezentów przebiega pod hasłem: przedmioty użytkowe. Wprawdzie nie jestem zwolenniczką wręczania bliskim chochli czy czajników, ale uważam, że pogląd Prezent nie powinien być praktyczny zrobił krzywdę wielu wnętrzom ;-) Piękny a przy tym funkcjonalny przedmiot jest – moim zdaniem – znacznie lepszym pomysłem niż porcelanowe figurki, grafiki ścienne czy dekoracje, co do których przeznaczenia ma wątpliwości nawet ekspedientka w sklepie. 


Sięgnijmy więc po przedmioty, których nasi przyjaciele używają często, a które znaleźliśmy w oryginalnej formie – np. zabawne foremki do lodu.
Na jaką literę jest Twój drink? Sklep designerski, 64 zł
Tradycyjnie: szczęka w szklance. Idealny prezent dla dzieci. Ministerstwo Gadżetów, 32 zł
Szczęki w nieco innym wydaniu. Pixmania, 37 zł

Dla przyjaciela, który dopiero urządza swoje mieszkanie, idealnym prezentem będzie  pralka – zwłaszcza, jeśli okaże się taka pojemna ;-) Koledze-pracoholikowi przyda się niebieska zabawka antystresowa – błyskawiczny sposób na przywrócenie wigoru!

Z myślą o przyszłorocznym urlopie podarujmy zaprzyjaźnionej parze plażowy ręcznik do wygibasów. Natomiast adeptów sztuki kulinarnej zainteresuje nowy model wałka – prezent na pozór nie-winny...
Upominek dla osób o wytrawnym guście, designerski, 99 zł

W kategorii podarunków użytkowych nie sposób nie wspomnieć o akcesoriach do komputera. Bo oczywiście, każdy z nas ma mysz czy pendrive'a, ale czy wszystkie są równie apetyczne? Obok kształtnych pań z klikalnym biustem, znajdzie się wyraziste chilli, soczysta truskawka czy nośnik złotych myśli. Wśród pendrive'ów uwagę zwracają owocowe wzory – do nabycia np. na Allegro. Teraz okrzyk: Zeżarło mi pamięć! nabierze innego znaczenia ;-)
Szukałam wśród podkładek pod mysz, ale natknęłam się tylko na rozjechane przez samochód żaby i ptaszki – mnie nie przekonują, ale kto wie, może piratom drogowym skradną serce? ;-)

Czas na prezenty markowe. Kolekcjonerzy znanych brandów z pewnością docenią takie puzzle:
 Puzzle z logo, designerski, 99 zł

Jako osoba, która uwielbia pisać, wyznaję pogląd, że notes czy ciekawe przybory do pisania są zawsze dobrym pomysłem na prezent. Warto jednak zadbać, by urzekły nie tylko maniaków notowania – designerski urok mają na przykład wąsate ołówki:
Dali czy Poirot?, designerski, 25 zł

Wiele ciekawie zaprojektowanych notesów znajdziecie choćby w Empiku – np. złocisty, koci, książkowy lub ornamentalny. Widziałam je na żywo – wyglądają znacznie lepiej :-)
Biegnijmy dalej z poszukiwaniami. Kawoszom spodobają się podstawki pod filiżanki (nie ingerują nadmiernie w styl wnętrza, a cieszą oczy), np. znane w Kieszeniach retro dyskietki Pink Pug lub formy inspirowane ludową wycinanką. 
 Podkładki filcowe z Folkhome – dostępne również okrągłe,18-22 zł/ szt.
Optymistycznie nastrajają też owocowe krążki Sagaform (np. zielone lub pomarańczowe). Jednak dla tych, którzy ponad gorące napoje przedkładają orzeźwiające drinki, lepszą propozycją  będą oryginalne szklanki, np. z matrioszką (jak wiadomo, lubimy ten motyw :-)
Wańka-szklanka? Glamstore, 90 zł
Wdzięku nie sposób odmówić też soczystym szklankom Sagaform (dostępne są też mniejsze) albo naczyniom z motywem Marimekko (jak być może pamiętacie, Kieszenie lubią Marimekko :-) Inne gusta zadowolą – inspirowane ludową tradycją – łowickie kubeczki. Uwaga: drogie – moda na folklor wyraźnie oswaja sztukę ludową, ale też winduje ceny ;-)

Dla tych, którzy wolą pić z gładkich naczyń – zabawne oznaczenia do szklanek – mocowane na przyssawkach. Praktyczny pomysł, jak rozwiązać problem mylenia drinków na przyjęciach.
Nie zgub drinka! Czerwona Maszyna, 19 zł

Pozostając w temacie napojów – diabelnie kolorowe otwieracze do butelek:
Zębaty otwieracz Diabolix, Czerwona Maszyna, 51 zł

Czas na kulinaria. Smakoszom polecam fantazyjne koszulki!
Mortadela i ogórki ze sklepu Pantuniestał, 59 zł

Natomiast dla wielbicieli zakupów trafionym upominkiem będą torby ekologiczne. Składane do niewielkiej postaci – w sam raz jako dodatek do prezentu!
Połącz kropki! Woman in Red, 26 zł
 Piejo kury, piejo... Pakamera, użytkownik milimetr, 29 zł

Do wyboru, do koloru. Fantastic, 26 zł

Oldschoolowa torba z nieskrywanym przeznaczeniem. Pantuniestał, 26 zł
Kaseta magnetofonowa może być całkiem pojemna. Plasticfantastic, 39 zł

A dla tych, którzy nie mają nic do ukrycia – torba jawnie prześwietlona.

Na zakończenie parę prezentów niezrzeszonych. Wielbiciele historii kryminalnych z radością przyjmą polarowy kocyk – ogrzeje nie tylko denata :-)  Dla niepokornych, którzy Sens życia wg Monty Pythona już mają w swojej filmotece – a teraz szukamy dla nich jakiegoś kosmetycznego drobiazgu – idealne będzie to mydełko:
Mydło do umywania rąk, designerski, 29 zł
Pozostając w temacie higieny, rozważmy radio do kąpieli w wannie. W sam raz, żeby nucić przy nim Beatlesów! Natomiast dla tych, którzy szukają zajęcia w biurze – praktyczne karteczki.
Karteczki samoprzylepne origami, toys4boys, 19 zł

Mam nadzieję, że podpowiedzi z Kieszeni zainspirują Was do gwiazdkowych poszukiwań :-) Powodzenia!

niedziela, 31 października 2010

Halloween girls

Lubię pin up girls – ich beztroskie miny, wystylizowane pozy i oczywiście pastelowe sukienki, obrazujące modę lat 40. i 50. Niektórzy zarzucają im nadmierną słodycz – cóż, dziewczęta w wydaniu halloweenowym z pewnością wymykają się tym oskarżeniom ;-)
A na deser – zestawienie modelki z jej gotowym portretem. Zwracam uwagę na większe oczy, kształtniejszą łydkę i sprytnie podrasowany dekolt ;-)
A na zakończenie – aby notka była odrobinę koedukacyjna – zdjęcie Vincenta Price'a, amerykańskiego aktora znanego głównie z filmów grozy (a także z użyczenia głosu w piosence Thriller Michaela Jacksona).
P.S. Zbiór pin-ups dedykuję Zazulli, która zastanawiała się nad kostiumem na Halloween... ;-)