Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nausznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nausznie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 stycznia 2015

Miasto mówi 3

Toruń, moje miasto rozgadane, powraca z kolejną porcją pożywnych sentencji (poprzednia tutaj). Do farszu dorzuciłam wspomnienia z wakacji i złote myśli z telewizora. Niech prowadzą Was przez życie, gwarantując dobrobyt, szczęście i bezpieczną jazdę autobusem.
1.
Sklep Piotr i Paweł, dwie panie stoją przy stoisku do samodzielnego wyciskania soku z pomarańczy.
- Patrz, jakie zrobili.
- E tam, po co to. Zawsze mogę sobie w domu wycisnąć.
- A wyciskasz?
- Nie, ale zawsze mogę. A tu nie zawsze - czynne tylko do 21.

2.
Motto dnia z autobusu nr 18 - rozmowy działkowców:
- Nigdy nie mów nigdy, a przynajmniej do soboty.

3.

Zielona Tawerna w Kazimierzu Dolnym, tata do syna:
- Zobacz, dziecko, tak wygląda zsiadłe mleko.


Napis przed Urzędem Marszałkowskim w Toruniu, uchwycony w czasie spacerów po mieście, a dedykowany obchodom 4 czerwca. Piękny - szkoda, że nie został na stałe!

wtorek, 13 stycznia 2015

Czym zastąpić cukier i jak skutecznie śliwkę?

Rok 2014 dla Kieszeni bezsprzecznie był rokiem facebooka. Pod czułymi skrzydłami Marka Cukierasa, żarliwie, prawie każdego dnia, dzieliłam się z Wami wrażeniami z kina, z autobusu numer 18 albo ze spotkań z toruńskimi ekshibicjonistami (później do zwierzeń dołączyła jeszcze narracja obrazkowa, czyli instagram). Ponieważ nie chcę, by te wspomnienia zginęły, postanowiłam wyłowić najlepsze z nich i ułożyć starannie na blogowej półce.
 
Zaczynam od ulubionych, z kategorii Krewni i Znajomi Kieszeni. Mam nadzieję, że dostarczą Wam uśmiechu przy porannej kawie, sączonej tradycyjnie we wtorek o 1 rano! W bonusie dorzucam artystyczne wspomnienie ze szkoły.
 Czy właścicielka tenisówek rozpoznaje się na zdjęciu?
1.
Lato. Życie kulturalne młodych rodziców - brat opowiada mi, jak spędził weekend z żoną i 5-miesięcznym synkiem:
- Mówię ci, Święto Śliwki w Strzelcach Dolnych to taki bydgoski Open'er!

2.
Michał, copywriter z mojego zespołu, częstuje babeczkami:
- Upiekłem wczoraj. Tylko nie miałem tyle cukru, ile podawali w przepisie, więc użyłem miodowego Jacka Danielsa.
3.
Moja mama:
- Od wczoraj wypaliłam tylko dwa... No, nie jest łatwo. Ale żeby nie było - rzucam tylko do 70-tki.

4. 
Nedziela. R. i Łukasz, nasz kolega z Bydgoszczy, wrócili do domu ok. 4 rano. Wstajemy, gadamy sobie, panowie odkrywają z zaskoczeniem, że jest dzień, planujemy śniadanie itd.
Po chwili zauważam Łukasza w przedpokoju, sięga do sznurówek.
Ja: Hej, chyba nie chcesz teraz jechać samochodem?
Łukasz (z uwagą i namysłem): Wiesz... Pora zdjąć buty.


czwartek, 21 sierpnia 2014

Dwanaście wypowiedzi z Dwóch Brzegów

Kto czyta Kieszenie, ten wie, że festiwal filmowy w Kazimierzu lubię w dużej mierze ze względu na spotkania. Z reżyserami, scenarzystami, pisarzami, muzykami, aktorami... Przed dwoma laty szczególnie ujął mnie Koterski (i jego Dzieła zebrane z podstawówki), w tym zachowałam w kieszeni więcej wrażeń.

Oto barwne wypowiedzi z tegorocznych spotkań, odnotowane w parnym kinie, pod namiotem Empiku,
na drewnianej podłodze Kina pod srebrną gwiazdą lub na pufach Cafe Kocham Kino.


1.
Paweł Pawlikowski, reżyser Idy, o sukcesie frekwencyjnym filmu:
- Jestem zaskoczony tym pozytywnym przyjęciem. Ja bym sam na podstawie opisu nie poszedł na ten film. Pomyślałbym: "Kurczę, znowu jakieś nudy".
2.
Jerzy Bralczyk, odpowiadając na pytania publiczności przy okazji premiery książki Jeść!:
- Jakie zjawisko we współczesnej polszczyźnie uważa pan za najbardziej szkodliwe?
- Zawsze to, o którym aktualnie myślę. Myślę sobie: "Wulgaryzmy... To okropne!". Po chwili przychodzi mi do głowy jakieś powszechne zapożyczenie i oburzam się: "Och, nie, to jednak bardziej okropne!". Kiedyś nawet jednego dnia, w odstępie kilku godzin, udzieliłem wywiadu radiowej Dwójce i Czwórce. W obu mówiłem o rozwoju języku, w obu z przekonaniem i całym arsenałem argumentów. I w obu zupełnie sprzeczne rzeczy.
[Inny cytat ze spotkania z Bralczykiem - oraz moja fantastyczna pamiątka! - tutaj.]
3.
Tadeusz Sobolewski, krytyk filmowy, relacjonując rozmowę z włoskim reżyserem, Ermanno Olmim:
- Rozmawialiśmy przez tłumacza. Olmi ubolewał, że musi uciekać się do takich środków. "Przecież znam trzy języki!" - mówił - "Włoski, mediolański i bergamaski".

czwartek, 19 czerwca 2014

Miasto mówi 2

Część 1 tutaj - a dziś jeszcze bardziej pożywna porcja dialogów toruńskich (oczko!). Szczególne miejsce w moim sercu zajmuje naturalnie numer 5, a zawodowo - nr 13. Smacznego! (Tak, wpisuję się tym samym w ogólnonarodową debatę o podsłuchach.)
1.
Lekcja edukacji seksualnej o poranku - jadę taksówką, a kierowca wspomina gorszącą audycję radiową:
- Pani sobie wyobrazi, że ktoś na antenie opowiadał, że uprawiał seks na lotnisku. I to jeszcze... z drugą osobą. Takie coś w publicznym radiu. A seks, proszę pani, to przecież sprawa prywatna, to owoc miłości, sprawa altany... czy tej, alkowy.
2.Ulica Strumykowa w Toruniu. Udział biorą: pan z karkiem w rozmiarze XXL oraz pani u jego boku.
Pan: Ja se na weekend pojadę na działkę. A co!
Pani (zbita z tropu): Wyjeżdżasz..? A mieliśmy razem coś zrobić.
Pan (dziarsko): A wyjeżdżam! Nie chce mi się tu siedzieć!
Pani (rozgniewana): No to jedź! Tam nie ma wody, więc... pasuje, bo i tak się nie myjesz!
Pan (dziarsko): No i co z tego. Jak to mówią, nieważne żeby stał, ważne żeby był czysty, haha! (po chwili, smutniejąc) Yyy... Nie, czekaj... odwrotnie.

3. 
Ekipa stolarzy wymienia nam drzwi. Jeden z nich do R.:
- Jest dobrze. Tylko pan jeszcze kupi 6 wihajstrów.

4.Drogeria, dwie dziewczyny rozmawiają przy regale z kremami:
- Słyszałam, że kobiety w ciąży nie powinny przebywać z kotami.
- No, ja też.
- W ogóle że kobiety nie powinny przebywać z kotami.
- Oo, a czemu?
- Wiesz, chodzi o pH... Tam... na dole.

Hmm. Ja chyba w jakiś nietypowy sposób zajmuję się swoimi kotami.


piątek, 25 kwietnia 2014

Miasto mówi

Wyjdź na ulicę i wiedz, że coś się dzieje – takie motto klaruje się z moich spacerów, wylegiwań na bulwarze, wycieczek rowerowych, przejazdów autobusem do pracy. Ludzie wokół mówią, ekscytują się, sprzeczają, dzielą się swoim postrzeganiem świata - a ja z zamiłowaniem wyłuszczam perełki ich wypowiedzi. Niektórymi dzielę się z Wami na blogu, ale zdecydowana większość trafia spontanicznie na Facebooka. 



Ponieważ jednak od czasu do czasu nachodzi mnie obawa, że Mark Cukieras stuknie obcasem i wystrzeli mój fanpejdż w kosmos (a bardzo lubię ten fanpejdż i byłoby mi szkoda), postanowiłam zebrać miejskie dialogi do jednej kieszonki na blogu. Poniżej więc pożywna porcja rozmów zarejestrowanych nausznie (będą kolejne). Smacznego!

1.
Sala kinowa w czasie festiwalu Tofifest. Chłopak mówi do koleżanki:
- No są znani ludzie. W zeszłym roku nakładałem sobie kotleta i ziemniaki obok Geraldine Chaplin.

2.
Dziewczyna czyta koleżance fragment recenzji:

- "Film nawet dla lajków powinien okazać się interesujący"... A nie, czekaj! Dla la-i-ków!


3.
Rano, w sklepie spożywczym, klientka i ekspedientka:
- Będą państwo mieli jeszcze dostawę tej kiełbasy, czy trzeba już kupować na święta?
- Nie będziemy mieli. Dostawy są tylko w środy, bo w piątki ludzie nie kupują. Wie pani, niby nie ma postu, ale ludzie i tak pomstują.

wtorek, 14 stycznia 2014

Telefony w mojej głowie

Do dzisiejszego wpisu zainspirował mnie, jakżeby inaczej, dialog zasłyszany w autobusie. Kobieta mówi do koleżanki:
– No i wiesz, moja Zosia za rok do szkoły, więc to już trzeba wyprawkę szykować, podręczniki, komórkę kupić. No, tych wydatków trochę będzie.

No więc komórka. Zaczęłam się zastanawiać, jak wyglądały moje początki użytkowania telefonu komórkowego (od razu zdradzę, pełne niechęci) oraz czym się różniło moje dzieciństwo od dzieciństwa osób urodzonych kilka lat temu. Brak komórki to brak stałej kontroli - z pewnością więcej samodzielności i szybsze skoki na głęboką wodę (konieczność rozwiązania palących problemów szkolnych, typu zagubione kapcie, samodzielnie, bez pomocy mamy). Więcej niebezpieczeństw? Taka myśl szybko się nasuwa, choć tego typu diagnozy, są zawsze dyskusyjne. Ale jedno jest pewne - lepiej wyćwiczone struny głosowe, bo wydzieranie się z podwórka do koleżanki czy mamy należało do codzienności (brak komórek, to jedno, drugie - brak domofonów).

Pierwszy telefon mojego brata i nasz pierwszy kot domowy.
Odkopałam sobie w głowie obrazy, z różnych etapów mojego życia, w których znaczącą rolę odgrywał telefon. Nie tylko komórkowy (szarych komórek to mi nierzadko brakowało).
  1. Impresja: pierwszy aparat telefoniczny w domu, zielonkawy, w odcieniu pastelowo-wojskowym, z ramką, w której ręcznie wpisany był numer telefonu. Pięciocyfrowy (!).
  2. Podstawówka, pierwsze miłosne uniesienia (parasolki, te sprawy). Oczekiwanie, aż zadzwoni wybranek mego swetra i kręcenie się po przedpokoju wokół telefonu, pod byle pretekstem.

piątek, 8 listopada 2013

Plany na piątek

- Muszę odwiedzić rodziców, potem jadę do teściów i brata.
- O, to dużo jeżdżenia przed Tobą.
- Tak, a na koniec do męża. Ale to już w Toruniu. Na komunalnym.

Dziś nausznie zadumane - rozmowa dwóch kobiet, zasłyszana dokładnie tydzień temu.
 Ceramiczne świeczniki z etsy

środa, 23 października 2013

Pytanie na kolację

Rozmowa dwóch pań, około 70-tki, w autobusie:
– No i mówią, że przyjdą na ósmą. I ja teraz nie wiem, czy mam kolację podawać... Bitki bym zrobiła na przykład - ale oni twierdzą, że tylko na krótko. A jak na krótko, to na kawę. Ale kto kawę pije o dwudziestej? No i mam wątpliwości... No czai pani bazę, pani Gieniu. Na kawę czy na kolację?

Takie dialogi rozpieszczają moje uszy, gdy wracam z pracy. Internetowy slang jest niczym w porównaniu z żywiołem rozmów autobusowych!
A ostatnie tygodnie w pracy tak rozżarzone, że nie wiem, gdzie się kończę, a gdzie zaczynam. Na szczęście są wieczory - wieczory jogi, czytania Kate Morton, spacerów z Olą, wieczory, gdy w głowie figa z makiem, a na brzuchu - Figa z mruczandem. Jutro lub w piątek wpadam na Tofifest (nareszcie!). A już dziś w nocy wraca R., po tygodniu zawodowych wojaży. Brakowało mi już tej jednej litery alfabetu, choć nie umiem jej nawet porządnie wymówić.
 Ilustracje Blanki Gomez (czy Wy, podobnie jak ja, rozpoznajecie się na co drugiej z nich?)

niedziela, 23 września 2012

Na pe

Rozmowa z kolegą Tomkiem przy kawie.
Tomek: A wiesz, idę dziś do kina.
Ja: Tak? Na co?
Tomek: Na Kod...
Czekaj, jak to było – kod i coś na p... (chwila namysłu) Wiem – Pamięć absolutna!
Miłej niedzieli, Kieszeniarze!

czwartek, 28 czerwca 2012

Kwestia czasu

Dialog jak na życzenie w okresie mojego zawodowego szaleństwa. Sklep warzywny, stoję w kolejce za panią, która ma rękę na temblaku.
Ekspedientka: Pani Grażynko, i jak się pani czuje na zwolnieniu? Pewnie nudno, tyle czasu w domu...
Pani z temblakiem: A wie pani co, nie. W ogóle tego czasu się nie czuje – tyle jest myślenia o tej ręce!

piątek, 15 czerwca 2012

...są w kropeczki i to chwalą sobie

Zatrważająca historia usłyszana od Magdy. Któregoś dnia Magda siedziała na balkonie – a na podwórku, między blokami bawiły się dzieci (śmiejąc się, krzycząc, biegając po betonie – jak to dzieci).
Nagle na ramieniu jednego z nich wylądowała biedronka. Dzieci momentalnie zgromadziły się wokół delikwenta i zaczęły śpiewać:
- Daj się zaskoczyć jakością Biedronki... Codziennie niskie ceny!
Taaak... Bezapelacyjnie trzeba wymyślić nową piosenkę o biedronkach.
 Zmotoryzowana biedronka stąd – kolejna do kolekcji kieszeniowych owadów.

P.S. Biedronka w parze z reklamą wyrasta u nas na leitmotiv.

piątek, 11 maja 2012

Reklama wygrywa z juwenaliami

Okazało się, że tylko mój umysł jest przegrzany - pozostali działają w pełni koncentracji! Dziś, jadąc autobusem do pracy, słyszałam rozmowę dwóch pań:
– Wiesz, przechodzę wczoraj przez ulicę, a tam dwie dziewczyny przebrane za biedronki! Myślę sobie: albo to święto studentów, albo tego sklepu Biedronka. Jak sklepu, to nie dam!
– I co to było?
– Nie wiem właśnie. Więc na wszelki wypadek nie dałam.

Miłego piątku! :)

poniedziałek, 7 maja 2012

Czarny bez i fioletowe piwa

Kilka wrażeń z pierwszego majowego weekendu w Toruniu (uwaga, pisząc weekend, mam na myśli klasyczny weekend, czyli sobotę i niedzielę z kawałkiem piątku po pracy). Upłynął przyjemnie, rozpoczynając się od śliwkowych piw w lokalu Krajina Piva (polecam wszystkim miłośnikom porterów, pilznerów i innych koźlaków) oraz grą w karteczki na czole (z tego miejsca pozdrawia Was Lucky Luke!).

A w ciągu kolejnych dni, skoro dopiero co widzieliśmy Gdańsk, zaserwowaliśmy sobie widok na Toruń z góry. Konkretnie – z wieży ratuszowej:
Na pierwszym planie Dwór Artusa, na dalszym – most przez Wisłę, jedyny jak dotąd most drogowy w Toruniu, co od lat (a właściwie od dziesięcioleci) jest podłożem groteskowych przepychanek władz miasta. Pamiętam, że kiedy pojechałam do Wrocławia, byłam oszołomiona m.in. dogodną liczbą mostów. A widoki dedykuję Pawłowi, który z przyczyn niezależnych spędził na wieży tylko chwilę. 

Następnie – krótki pobyt nad jeziorem w Osieku pod Toruniem. Krótki, bo oprócz błękitnego nieba towarzyszył nam intensywny zapach obornika. Co zresztą zostało kwieciście skomentowane przez nastolatkę na plaży – cytuję (i przepraszam): O kurwa, ale kurwi! Czy pomyślelibyście, że do zbudowania zdania wystarczą tylko o i a?
W drodze powrotnej odkrycie, że pod Toruniem, w miejscowości Grabowiec, znajduje się taka ulica!
A na zakończenie – winny mojemu nieustannemu zaciąganiu się w czasie spacerów – bez! Znóóów przyszedł w maj, a w maju...
Przy okazji przypomniała mi się historia z czasów z liceum. Ktoś w szkole opowiadał kiepski dowcip: Jak się nazywa wykastrowany Murzyn? Czarny bez! Jeden z kolegów podchwycił kawał, chcąc najwyraźniej zabłysnąć w towarzystwie, i opowiadał go później w formie:
– Jak się nazywa wykastrowany Murzyn? Czarna porzeczka!
I z tym porzeczkowym akcentem zostawiam Was na nowy tydzień.

poniedziałek, 19 marca 2012

Egzystencjalna telewizja śniadaniowa

Niedzielny poranek. Krzątam się po domu, popijam kawę, pakuję koty przed wyjazdem – a w tle słyszę początek programu Dzień dobry tvn:
– Sponsorem programu jest Jogobella. Extra apetyt na życie!
 i zaraz po tym:
– Na program zaprasza film Igrzyska śmierci. Przeżyć mogą tylko nieliczni...
Wróżba na dzień dobry – do wyboru.

poniedziałek, 10 października 2011

Idylla pokazuje kły

W niedzielę obejrzeliśmy z R. film Kieł w reżyserii Giorgosa Lanthimosa.

Historia opiera się na oryginalnym pomyśle: mężczyzna, zamożny grecki przedsiębiorca, trzyma swoją rodzinę pod kluczem, nie pozwalając ani żonie, ani dzieciom wychodzić na zewnątrz. Przemoc jest tu jednak opakowania w luksus (bohaterowie mieszkają w wygodnej willi z basenem i dużym ogrodem) oraz w pozory normalności. Przeświadczenie, że za murami domu czai się szereg tajemniczych niebezpieczeństw, jest wpajane dzieciom od najmłodszych lat, więc ani syn, ani dwie córki (wszyscy troje dorośli, w wieku około dwudziestu lat) nie kwestionują tych opinii. Po prostu nie znają innego świata.

Zasięg manipulacji, prowadzonej przez rodziców, jest zatrważający: począwszy od absurdalnych powodów uwięzienia, poprzez fałszywe wyjaśnienia zjawisk zewnętrznych (np. gdy nad willą przelatują samoloty, rodzice twierdzą, że to zabawki, które od czasu do czasu spadają do ogrodu – i ojciec regularnie podrzuca na podwórko miniaturowe modele; w pamięć zapada też kot czy... wizja planów powiększenia rodziny (!), aż po nadawanie nowych, fikcyjnych znaczeń istniejącym słowom*. Pojęcia, których – zdaniem wszechwładnych rodziców – młodzi ludzie nie powinni znać (np. telefon) są używane w przedziwnych kontekstach.

(Przykład: przez gardło nie przejdzie mi teraz zdanie
– Tę notkę wystukałam Wam na klawiaturze...;-)
Jakie są powody postępowania ojca? Prawdopodobnie patologicznie pojęta chęć opieki, wola zapewnienia prawidłowego rozwoju przez ograniczenie niekorzystnych bodźców i absolutną kontrolę nad tym, czego młodzi ludzie dowiadują się o świecie. Chorobliwie rozumiane bezpieczeństwo. W rezultacie dwudziestolatkowie są skrajnie infantylni, naiwni i zastraszeni (system zakazów i nakazów jest ostro egzekwowany). Rodzicielskiemu nadzorowi podlega każda dziedzina życia – od sposobów spędzania czasu przez dzieci, po sferę ich seksualności.

Bez wątpienia pomysł na film był ciekawy, a punkt wyjścia fabuły – obiecujący. Jednak pod koniec seansu miałam wrażenie, że na tym niestandardowym pomyśle się skończyło. Bo Kieł, owszem, przynosi nam wiarygodny obraz zniewolonych umysłów, chwilami intryguje, zawiera też – wynikające z groteskowej sytuacji – akcenty komiczne (kot z młotkiem...), ale pozostawia też poczucie niezrealizowanego potencjału. Zakończenie było dla mnie kompletnie niesatysfakcjonujące i potwierdziło opinię, że fantazji wystarczyło twórcom głównie na zawiązanie akcji. A szkoda.

Niemniej, można obejrzeć jako ciekawostkę. Jeśli zamierzacie, omińcie szerokim łukiem trailer (tradycyjnie).
- - - -
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 
* Z tym faktem wiąże się pewna historia z pracy. Otóż moja dobra koleżanka, Ola, opowiadała o filmie, podając przykłady słów przekazywanych bohaterom w niewłaściwych znaczeniach. Akurat w momencie, gdy obok przechodził jeden z właścicieli firmy, Ola powiedziała dosadnie: Na przykład takie zdanie: kiedy zgasisz cipkę!

środa, 24 sierpnia 2011

Kwieciste niewiasty

Zasłyszane w autobusie (ciąg dalszy serii nausznie)

Kilka młodych kobiet rozmawia o figurze koleżanki. Z rezygnacją i politowaniem relacjonują, jak rozrosła się pupa ich znajomej (bodajże po ciąży). Po kilku krytycznych westchnieniach, jedna z bohaterek podsumowuje:

– No naprawdę, wielki ma ten tyłek... Ale tak to jest, jak się usiądzie na laurach!

piątek, 12 sierpnia 2011

Dialogi filmowe

Parę sytuacji zarejestrowanych podczas pobytu w Kazimierzu.

SCENKA 1
W Kazimierzu Dolnym, wśród różnych kramów i stoisk, można znaleźć stanowiska z szyldem: HEL DO GADANIA. Ekspedientka napełnia baloniki helem i podaje klientom, którzy – po solidnym machu – mówią w charakterystyczny, piskliwy sposób. Scenka rozgrywa się przy jednym z takich stoisk.
Ekspedientka ostrożnie napełnia balonik helem.
Klient: No już mogłaby pani więcej tego wpuścić!
Ekspedientka: Zamówił pan za 5 zł, to napełniam za 5 zł.
Klient: No tak, bo przeszkadzałoby pani, gdybym (patrzy na szyld stoiska)... gdybym miał więcej do gadania!

SCENKA 2
Stoję wśród publiczności na spotkaniu z pewnym reżyserem; spotkanie prowadzi Grażyna Torbicka. Obok mnie mężczyzna ok. 50-tki gimnastykuje się, wymachując aparatem fotograficznym.


Mężczyzna
: Ech... No znowu! Ciągle zasłania i zasłania!

Patrzę przed siebie – nie widzę nikogo, kto by stał w naszym polu widzenia; większość ludzi siedzi dalej.

Mężczyzna (niecierpliwie): No nie da się normalnie zdjęć robić!

Zaintrygowana patrzę na wyświetlacz aparatu mężczyzny... Zasłania... reżyser – Grażynę Torbicką :-)

SCENKA 3 (zasłyszana przez R.)
W jednym z barów przy rynku.

Klientka: Poproszę trzy kawy, jedną pięćdziesiątkę i dwie setki.
Ekspedientka: Dobrze, do którego stolika przynieść?
Klientka
(konfidencjonalnie): Wie pani, stały klient...
Ekspedientka: Niestety, nie kojarzę pani...
Klientka (zniecierpliwiona ignorancją kelnerki): No przecież to nie ja! To kierownik piekarni!

SCENKA 4 Nastolatka do koleżanki, oglądając program spotkań festiwalowych.
Nastolatka: Ja to na pewno pójdę na Możdżerza. Słyszałam, że fajne są spotkania z Możdżerzem.

– – – – –
Miłego weekendu, moi drodzy! Nie dajcie się zwieść sugestiom, że dziś światowy Dzień Pracoholika, i wylegujcie się ostentacyjnie i beztrosko.