No i tak się złożyło, że wybraliśmy się na Antychrysta. A czy naprawdę nie lepiej było połazić po starówce albo zostać w Niebie i nie zawracać sobie głowy artystycznymi wizjami domorosłych wielbicieli Szamanki?
Ale po kolei. Początek filmu niezły – powiedziałabym nawet, znakomity; celnym posunięciem byłoby pozostawienie go jako etiudy. Przejmujący i dobrze zrealizowany, świetna kompozycja muzyki i obrazu. Poniżej kadr dla zaostrzenia apetytu - jeśli znajdziecie na jutubie, nie przeoczcie ;-)
Ale po kolei. Początek filmu niezły – powiedziałabym nawet, znakomity; celnym posunięciem byłoby pozostawienie go jako etiudy. Przejmujący i dobrze zrealizowany, świetna kompozycja muzyki i obrazu. Poniżej kadr dla zaostrzenia apetytu - jeśli znajdziecie na jutubie, nie przeoczcie ;-)

Kiedy lis (dobrze pamiętam – lis?) przemówił ludzkim głosem jak diabeł Piszczałka, a dalej nastąpiła seria wydarzeń z udziałem zwierząt, ludzi i nożyc, zupełnie straciłam rezon. I nie, nie chodzi tu o brutalizm – w tej kwestii wystarczyłoby przytoczyć oczywistą (choć jak widać, nie dla wszystkich) prawdę, że makabra jest dopuszczalna, jeśli czemuś służy. I nie, nie przekonuje mnie również argumentacja, że film operuje „tak rozbudowaną symboliką, że aż trudno się w niej zorientować" – bo jak dla mnie, sam von Trier się nie zorientował. Całość wydaje się po prostu nadętym, przeintelektualizowanym, do bólu pretensjonalnym gniotem.
Przyznam, że moje wrodzone poczucie twórczej sprawiedliwości i wyjście z założenia, że wszystkie kontrowersyjne i głośne filmy zasługują na uwagę i warto ukształtować sobie o nich własną opinię – bez względu na aurę kreowaną przez media – zostało tu wystawione na ciężką próbę.
Na zakończenie wrzucę więc sobie dwa wysmakowane kadry, które pomogą mi wyprzeć do nieświadomości główną część filmu – i wykreować złudzenie, że Antychryst dotyczył zupełnie czegoś innego ;-)


Aha, dedykacja dla Tarkowskiego to jakiś żart.
P.S. Z myślą o przyszłości, zalinkuję recenzję z bloga solimaczeta – na wypadek, gdybym kiedyś chciała przypomnieć sobie fabułę filmu – a w cytowanej notce jest ona naprawdę zgrabnie ujęta. Urzekło mnie zwłaszcza podsumowanie akcji filmu: Na zakończenie przekonamy się, że cały czas chodziło o efekt Axe. Uwaga, streszczenie jest dość szczegółowe – ale po obejrzeniu filmu (albo zamiast ;-) serdecznie polecam przeczytać.
P.S. Z myślą o przyszłości, zalinkuję recenzję z bloga solimaczeta – na wypadek, gdybym kiedyś chciała przypomnieć sobie fabułę filmu – a w cytowanej notce jest ona naprawdę zgrabnie ujęta. Urzekło mnie zwłaszcza podsumowanie akcji filmu: Na zakończenie przekonamy się, że cały czas chodziło o efekt Axe. Uwaga, streszczenie jest dość szczegółowe – ale po obejrzeniu filmu (albo zamiast ;-) serdecznie polecam przeczytać.