czwartek, 2 lutego 2012

Szymborska bez rutyny

Szymborska zawsze kojarzyła mi się z pogodą ducha, dystansem do świata, błyskotliwością i bezpretensjonalnością. Dlatego, choć dziś naturalnie nasuwają mi się frazy zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny albo umrzeć – tego nie robi się kotu (swoją drogą, kapitalny wiersz – kto nie zna, polecam), przytoczę kilka limeryków Szymborskiej. Wspominajmy poetkę bez patosu!

Jędruś, gospodarz z Limanowej,
żywności nie uznawał zdrowej.
Na domiar złego nie był święty,
sypał do zupy detergenty
i niósł na stryszek do teściowej.

Pewien młody wikary w Lozannie
lubił chodzić w rozpiętej sutannie.
Lecz na widok kardynała
gasła w nim fantazja cała
i zapinał się starannie.

Stary sklerotyk, rybak z Helu,
nagle zakochał się w Fidelu
.

Do Kuby go pędziła chuć –
ale gdy tylko wsiadł na łódź,
zapomniał, w jakim płynie celu.

Pewien Chińczyk nieboszczyk w Kantonie
ukazywał się nocą żonie.
A że obok małżonki
spał tylko marynarz z dżonki,
noc mijała im w niedużym gronie.

Zwyrodnialec jeden na Seszelach
bardzo lubił hulać na weselach.
Nie bacząc na pogróżki
przydeptywał w tańcu druhnom nóżki
w sobie tylko wiadomych celach.


Raz Mozarta bawiącego w Pradze
obsypały z kominka sadze.
Fakt, że potem, w ciągu pół godziny,
wymorusał aż cztery hrabiny,
jakoś uszedł biografów uwadze.

Na przedmieściach żył Singapuru
pewien słynny z przemówień guru.
Lecz raz wyznał mi z płaczem:
"Mam kłopoty z wołaczem
i do szczura wciąż mówię: szczuru!".

Wszystkie utwory pochodzą z tomiku Rymowanki dla dużych dzieci – polecam, świetny prezent na okazje wszelakie (wiem, bo sama dostałam w prezencie, ha!).

15 komentarzy:

  1. Kto powiedział, że kot smutny
    życie pędzić ma samotnie,
    temu włożę wór pokutny
    u klarysek, tych pod Płockiem.

    I już wiesz, co ja wolę od limeryków :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja uwielbiam "Lepsza w domu świekra z zezem niż tu jajko z majonezem" oraz "od absyntu zanik talyntu" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lepieje też są super, ale najbardziej kocham moskaliki :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się takie wspominanie Szymborskiej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Olgo Cecylio,
    Kto powiedział, że Japońce
    rozmawiają przy herbacie,
    temu utnę wszystkie końce
    w szczebrzeszyńskiej kolegiacie. :-)

    kasico, "lepiej wynieść się z osiedla, niż tu przełknąć choćby knedla"! I pamiętaj, od koniaku finał na haku ;-)

    A skoro już w tej formie wspominamy, może by tak spróbować... samemu coś ułożyć? Może być limeryk, a może i moskalik, lepiej lub odwódka. Zachęcam :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. No to na zachętę:

    Pewna pani skłonna do krzyku
    nawołuje do limeryków.
    Mogłaby zamiast tego
    zrobić coś sensownego,
    przykładowo - nasmażyć schabiku.

    *
    Pewien pan, który ma z urodzenia
    tylko pierwszą literę imienia,
    niepokoi się szczerze,
    aż nerwica go bierze:
    jego żona wciąż siedzi w Kieszeniach!

    OdpowiedzUsuń
  7. :))) Pomysł mi się bardzo podoba, muszę pomyśleć!

    j.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pewien pan, który długie miał nogi
    (takie długie do samej podłogi)
    wbrew ich znacznej długości,
    na spacerach nie gościł,
    bowiem całe dnie czytał blogi.

    :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też najbardziej lubię Szymborską w wydaniu dowcipnym.

    Limeryki o Ewenemencie i R. świetne :)) !

    OdpowiedzUsuń
  10. Kto powiedział, że blogerzy
    głupi są jak funt cicików,
    temu włos się nagle zjeży
    w jednej z cel betlejemitów.

    (Ja już wiem, dlaczego lubię moskaliki. Bo rzadko mogę wykorzystywać moją zdobytą na studiach wiedzę o zgromadzeniach zakonnych :-))

    OdpowiedzUsuń
  11. Wybaczcie, że tak późno odpowiadam - smażyłam schabik.

    maryno, dziękuję, ale Ty nie zagaduj, tylko lymeryk układaj! ;-)

    Olgo Cecylio, niniejszym polubiłam moskaliki za możliwość poznawania nowych słów!

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie umiem, ale podejmuję wyzwanie ;)

    Pewna pani leżąc na kanapie
    swój limeryk przelewa na papier.
    A za oknem wciąż zima,
    cierpi biedna dziewczyna,
    bo na mrozie wciąż z nosa jej kapie.

    OdpowiedzUsuń
  13. No i brawa dla pani na kanapie! :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiedziałam, że Szymborska pisała takie zabawne rzeczy:) Dotąd kojarzyła mi się z lekturowo-szkolnym klimatem, więc omijałam. A tu proszę, taki niesforny wikary z Lozanny;)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziś widziałam fragmenty uroczystości pogrzebowych i, o dziwo, byłam wzruszona. Skromnie, kameralnie, świecko (zgodnie z życzeniem poetki), mowa pożegnalna bez zadęcia - a wszystko chwytało za serce. Ella Fidgerald towarzyszyła w ostatniej drodze, a w Krakowie hejnalista wygrywał "Nic dwa razy". Bardzo ładnie pożegnano tak niezwykłą osobę.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoje zdanie w Kieszeniach.