piątek, 27 stycznia 2012

Do lata piechotą (albo na rowerze)

Porządkując dysk, który już się przelewa od filmów (a czas zgrywać nowe, bo chce się montować, montować, montować!), znalazłam parę zdjęć z wiosny i lata minionego roku. I mój apetyt na słońce gwałtownie przekroczył stan alarmowy.

Na początek kadr z letniej wycieczki rowerowej – przystanek nad tzw. basenem przy UMK (na tej samej wycieczce, nota bene, rąbnęłam w słup).
Potem kwitnący kuchenny stół...
Następnie – zakazane słowa na chodniku!
Dalej nieśmiała magnolia...
...i ta sama, tylko ciut bardziej rozochocona, w odbiciu okularów Pawła. Swoją drogą, magnolia chyba zawsze będzie kojarzyć mi się ze studiami – z powodu drzew, które kwitną przed toruńskim Collegium Maius.
Potargane chmury nad Rewą (gdzie się czytało i wylegiwało).
I krok wstecz, do Dnia Kobiet – okolicznościowa wystawa w piekarni przy ul. Mickiewicza w Toruniu :-)
To znów – tulipan prowodyr:
I kadr z wypadu nad jezioro do Zbiczna (niedaleko Torunia), gdzie dyscypliną olimpijską jest tenis grobowy ;-)
Ach, zachciało mi się spacerów, weekendów za miastem, piegów-przebiśniegów... Ale nie ma co narzekać, bo właśnie zaczął się...!

czwartek, 26 stycznia 2012

Barbie galerianka

Lubię wariacje na temat znanych dzieł sztuki – czy to praktykowane przez współczesnych artystów, czy stosowane na użytek reklamy, czy też wprowadzane do aranżacji wnętrz. Bawi mnie i intryguje współczesny flirt z ikonami malarstwa czy rzeźby.

Dlatego uśmiechnęłam się na widok kreacji francuskiej artystki, Jocelyn Givaud, osnutych wokół postaci lalki Barbie. Można je traktować jako głos w dyskusji na temat związków estetyki z popkulturą, można przemyśleć zachętę Givaud do zmiany sposobu postrzegania Barbie – a można po prostu nasycić oczy błyskotliwością francuskiej artystki :-) Polecam – więcej prac tutaj.
Mnie najbardziej podobają się dwie ostatnie – czyli promienna Barbie na obrazie Otto Dixa i postać z fotografii Mana Raya. Choć kształt wiolonczeli zniknął bezpowrotnie ;-)

wtorek, 24 stycznia 2012

Wprowadzeni w błąd

W ciekawej kampanii społecznej wziął udział Bartłomiej Topa – aktor, którego Kieszenie bardzo lubią. Na rzecz akcji Autyzm wprowadza zmysły w błąd, zorganizowanej przez Fundację Synapsis, Topa wcielił się w rolę człowieka cierpiącego na autyzm i wystąpił w kilku filmikach (rzekomo – zarejestrowanych przypadkowo). Materiały błyskawicznie rozprzestrzeniły się w serwisach internetowych, szturmując rubryki plotkarskie.
Jak komentowano dziwne zachowania aktora? Wtopa Topy, choroba filipińska, narkotyki; niektórzy dopatrywali się tu nietypowej promocji serialu, w którym aktor aktualnie gra itp.

Kreacja Topy sięgnęła dalej – aktor plotki na swój temat dodatkowo jeszcze potwierdził w programie „Pytanie na śniadanie", w którym zamiast brać aktywny udział w rozmowie, dotykał różnych faktur materiałów, nerwowo się wiercił, nie potrafił odpowiedzieć na proste pytania, a na pytanie czy lubi chodzić w kożuchu odpowiedział, że nie lubi kożucha na mleku (...).

Okazało się jednak, że wszystko stanowiło elementy viralowej kampanii, która ma na celu oswojenie społeczeństwa z problemem autyzmu. Więcej informacji o akcji oraz filmiki, wokół których narosło całe zamieszanie, znajdziecie tutaj.

Jak oceniacie takie akcje? Mnie, poza samą ideą rozpowszechniania wiedzy na temat autyzmu, ujął pomysł wykorzystania serwisów plotkarskich w słusznej sprawie :-)

sobota, 21 stycznia 2012

Olśnienie

Pamiętacie Lśnienie Stanleya Kubricka? Pamiętacie niepokojący, pusty dom? Obłęd w oczach Jacka Nicholsona – pisarza, który nie radzi sobie z blokadą twórczą i całymi dniami wystukuje tylko All work and no play makes Jack a dull boy? Złe przeczucia jego synka i próby zachowania spokoju przez żonę? Wreszcie żywopłot-labirynt i słynne ujęcie z siekierą przebijającą drzwi, upamiętnione na wielu plakatach?
To teraz wyobraźcie sobie, że legendarny horror Kubricka jest... komedią romantyczną. Wyobraził to sobie – i postanowił nam pokazać – twórca tego błyskotliwego trailera. Szczególnie zachwyca, jeśli pamięta się atmosferę niektórych wykorzystanych tu ujęć ;-) Polecam!

Ca(t)sting

Absolutnie ujmujące zdjęcia z castingu do roli kota w Opowieściach niesamowitych (Tales of Terror) według Edgara Allana Poe – gdzie jedna z nowel nosi tytuł The Black Cat. Miejsce akcji: Hollywood, czas: rok 1961.
 
 
 

Jako, że jestem rozemocjonowana po ostatnim (znakomitym!) odcinku Sherlocka, takie niepokojące natężenie czarnych kotów wydaje mi się jak znalazł. A tu odtwórcy głównych ról filmowych w trakcie prób z czworonożnymi aktorami:

Zdjęcia opublikował magazyn Life, a więcej możecie zobaczyć tu. Z pozdrowieniami dla Magdy, której ostatnio dwa czarne koty przebiegły drogę (zniwelowane później przez jednego zająca)!

czwartek, 19 stycznia 2012

Rozmyte

Dla pobudzenia wyobraźni na piątek – rozmarzone akwarele Cate Parr. Subtelne, półtransparentne, kobiece. Nie wiem, dlaczego, niektóre kojarzą mi się z okładkami powieści Krystyny Siesickiej, które czytałam w liceum. Pewnie blisko od Jeziora osobliwości do farb wodnych ;-)

Nacieszcie oczy.






Prace do nabycia – i do obejrzenia w większym wyborze – na Etsy.

Papierowe postaci

Miałam ochotę na taką powieść – obszerną, wielowątkową, która przeniesie mnie na dłuższy czas do innego świata, zaprzyjaźni z bohaterami. Ostatni kabriolet Antona Myrera trafił do mnie jako wyczekiwany i wytęskniony prezent – ale niestety, książka mnie trochę zawiodła.
Historia toczy się wokół kilku młodych, ciekawych świata mężczyzn – Dala, Russa, Terry'ego, Jean Jeana i narratora, George'a – którzy poznają się w 1940 roku na Harvardzie. Bohaterowie rozpoczynają radosne, studenckie życie, nazywają się żartobliwie Fizylierami, snują marzenia, cieszą się młodzieńczymi romansami i rozgrywkami lokalnych drużyn sportowych... gdy nagle ich beztroskę przerywa wybuch drugiej wojny światowej.
Tu rozpoczyna się istotny wątek – doświadczeń wojennych bohaterów – który jednak nie wyczerpuje historii, bo narracja George'a sięga późnych lat 70. Myrer maluje więc przed nami rozległą panoramę swojego pokolenia – przywołując przełomowe chwile, chłopięce marzenia czy zakręty z życia bohaterów. Natomiast ramę do tej opowieści stanowi rozmowa George'a z Ronem, dwudziestoparolatkiem, którego ojcem jest jeden z Fizylierów. Młody mężczyzna chce poznać prawdę o swojej przeszłości i tym właśnie prowokuje George'a do drobiazgowych wspomnień.

Potencjał na frapującą, pełnokrwistą opowieść – a jednak Myrerowi nie do końca udało się go zrealizować. Dużą słabość stanowiły moim zdaniem postaci – nakreślone zbyt szkicowo, zbyt grubą kreską, nierzadko banalne lub jednowymiarowe. W rezultacie główni bohaterowie zlewali mi się w jedną, dość bezbarwną masę, a więc i relacje między nimi – czy to przyjaźnie, czy konflikty – odbierałam jako niezbyt emocjonujące. W zasadzie dopiero po etapie wojny zaczęli nabierać w mojej wyobraźni ostrzejszych rysów, klarować się... i roześmiałam się, czytając wtedy wyznanie George'a: Wszystko to, co charakteryzowało nas przed wojną, stało się głębsze i bardziej wyraziste (...). Russ stał się dowcipniejszy i bardziej romantyczny, ja lojalniejszy i bardziej zdyscyplinowany, Dal bardziej praktyczny i ambitny, a Terry – sardoniczny, wrażliwy Terry – stał się ponury i tajemniczy (s. 361).
Zadziwiająco zbiegło się to z moimi spostrzeżeniami o grubo ciosanych postaciach ;-)

Bez wątpienia życiorys Myrera – którym inspirowany był los jego bohaterów (studia pisarza na Harvardzie przerwał atak na Pearl Harbour) – był ciekawy i frapujący; wierzę, że Amerykanin ma za sobą wiele wnikliwych przemyśleń na temat doświadczeń wojennych. Niemniej, jego pisarstwo przypomina mi gawędę, chwilami zbyt rozwlekłą (skróciłabym tę 600-stronicową książkę o jedną trzecią), chwilami pretensjonalną czy wręcz – moralizatorską. Gdy pod koniec powieści George wyjawia młodemu Ronowi upragniona tajemnicę, z ust chłopaka padają wnioski typu: Człowiek sam musi wybrać własną drogę, decydować o tym, jak będzie żył (...). Trzeba samemu decydować o tym, jak należy żyć, i zapracować sobie na szczęście (s. 617). Dla mnie – męcząco moralizatorskie.

Ciekawa opowieść, chwilami wzruszająca, bogata w informacje dotyczące tła politycznego ameryki (śledzimy m.in. rozwój kariery Kennedy'ego), ale we mnie pozostawiła spory niedosyt.  I żal, że nie przywiązałam się do bohaterów na tyle, by za nimi zatęsknić. Najbliższym mojemu sercu fragmentem książki pozostaje więc dedykacja od Mikołaja :-)

P.S. Tytułowy ostatni kabriolet to wspaniały, zielony samochód, zwany pieszczotliwie Cesarzową, który towarzyszył bohaterom w najpiękniejszych chwilach ich życia. I akurat opisy auta przemawiały mi do wyobraźni, przypominając choćby, nieco młodszą, rumową piękność :-)

wtorek, 17 stycznia 2012

Siedemnastego 11

Styczniowy kadr okazał się wyjątkowo zbieżny z marcowym z zeszłego roku :-) Zapraszam!

sobota, 14 stycznia 2012

"W ciemności" Agnieszki Holland

Przepiękny film. Opowieść o Polaku, który w okupowanym Lwowie pomaga Żydom przetrwać  wojnę – czyli motyw, wydaje się, wielokrotnie już przerabiany przez kino czy literaturę – lecz tu ukazany świeżo, niesztampowo i przejmująco. Holland snuje historię Leopolda Sochy – postaci wzorowanej na rzeczywistej – bez patosu, hollywoodzkiej ckliwości czy uciekania w banał; prosto i powściągliwie. A jednak W ciemności trzyma w napięciu i porusza.

Genialny jest tu Robert Więckiewicz  – niejednoznaczny, a dzięki temu wiarygodny (
jak w Wymyku), daleki od czarno-białych filmowych metamorfoz (znanych np. z Komornika Feliksa Falka). Świetni są towarzyszący mu aktorzy – ujęła mnie Agnieszka Grochowska, za którą do tej pory nie przepadałam (postrzegając ją chyba przez pryzmat lukrowanych postaci, które grała); niezmiennie zachwyca mnie Kinga Preis. Przede wszystkim jednak – W ciemności to znakomicie opowiedziana, przejmująca historia. Obejrzyjcie koniecznie.
Film Holland zapadnie mi też w pamięć jako celne, porażające przypomnienie świata, w którym określona grupa ludzi jest uznawana za godną pogardy z powodu arbitralnych, stworzonych przez człowieka zasad. Jako bezkompromisowy obraz słynnego Ludzie ludziom zgotowali ten los Nałkowskiej; wspomnienie (bo niestety nie hipoteza), jak niewiele trzeba, by od cywilizowanych zachowań i wzajemnego poszanowania przejść do barbarzyństwa.