środa, 23 września 2009

Ekran przeszycony

Nie jestem wielką fanką Borysa Szyca. Pamiętam, że kiedy parę lat temu wyszliśmy z R. z seansu Symetrii, pialiśmy z zachwytu nad tym nowym, młodym aktorem, który tak świeżo i fajnie zagrał dresiarza. Z niecierpliwością czekaliśmy na jego kolejne role.

Niestety, wkrótce okazało się, że Szyc chyba jeszcze do końca się nie wykluł jako aktor;) [Weryfikacji miał ulec też mój pogląd o samej Symetrii, która po drugim obejrzeniu wydała mi się boleśnie drewniana, ale to temat na inną notkę;)] Ze zgrzytaniem zębów wspominam dramatyczne wyzwania, jakie stawiali przed Szycem scenarzyści polskich seriali (jakaś rozpacz po śmierci ukochanej czy dylematy moralne oficera...), a które bezceremonialnie demaskowały jego braki warsztatowe. Pamiętam też dziwny film Hiena, który obejrzałam, będąc przelotem na festiwalu w Gdyni (głównie z chęci okazania wsparcia polskich próbom realizacji horrorów;), a w którym Szyc mający – zdaje się – być postacią demoniczną i niepokojącą, prezentował się raczej... groteskowo.

I OK, być może jestem już uprzedzona i trudno mi spojrzeć na tego aktora z dystansem – ale chwilowo nie mam ochoty na kolejne filmy z jego udziałem. Tym bardziej, że niedawno obejrzałam dwie najnowsze produkcje z pierwszoplanowymi rolami Szyca.


Pierwszy z nich to Handlarz cudów, zrealizowany przez Jarosława Szodę i Bolesława Pawicę. Opowieść koncentruje się wokół postaci Stefana – byłego alkoholika, który pragnie wyruszyć do Lourdes, by podziękować za przezwyciężenie nałogu. Odwiedza więc szpitale, domy opieki i zbiera datki na podróż oraz listy z modlitwami, które obiecuje złożyć u stóp Madonny. Jednak plan wyjazdu zostaje pokrzyżowany przez nagłe pojawienie się dwojga dagestańskich dzieci, które postanawiają – ukryte w samochodzie Stefana – nielegalnie przedostać się do Francji. Tam przebywa ich ojciec, który – jak wierzą – zapewni im spokój i bezpieczeństwo.
Bohater początkowo jest wściekły, przepędza dzieci i odmawia pomocy – ostatecznie jednak (tu zaskoczenie;) decyduje się im pomóc.
Jak można się spodziewać, podróż spędzona w towarzystwie młodych uchodźców, wywiera ogromny wpływ na bohatera – i zmienia jego sposób postrzegania samego siebie. Nie będę zdradzać szczegółów fabuły – podsumuję jedynie, że film można obejrzeć, gdy pojawi się na ekranach, ale moim zdaniem... cóż, da się bez tego żyć;) Role dzieciaków są bardzo dobre, sama historia dość sprawnie opowiedziana, a pojawiający się wątek zderzenia różnych kultur nawet całkiem ciekawy – ale całość, niestety, specjalnie nie porusza. A i kreacja aktorska Szyca to nie do końca argument, z powodu którego warto byłoby się wybrać do kina;)


Drugi film to Enen – najnowsze dzieło Feliksa Falka, właśnie wyświetlane w kinach. Tym razem Szyc wciela się w lekarza psychiatrę, który postanawia rozwikłać zagadkę jednego z pacjentów. Porzuca więc tradycyjne obowiązki zawodowe, naraża się na krytykę środowiska akademickiego i ryzykuje rozpadem małżeństwa, byle tylko dotrzeć do prawdy w sprawie tajemniczego podopiecznego. Poświęca mu wiele uwagi, wierząc, że wyobcowanie pacjenta i jego brak kontaktu z innymi wynika wyłącznie z wieloletnich zaniedbań lekarzy.
Przebieg tych poszukiwań chwilami trzyma w napięciu, chwilami nieco nuży – ostatecznie jednak film ogląda się całkiem przyzwoicie. Ujawnienie tajemnicy z przeszłości bohatera, które (tu zdradzę) następuje, w finale, rzuca nowe światło na całą historię. To, jak sądzę, w założeniu reżysera miało skłonić widzów do głębszej refleksji (nad względnością oceny, nad subiektywnym poczuciem sprawiedliwości, nad prawem do osądzania innych...) – ale, przyznam, że jakoś szczególnie na mnie nie podziałało. Ot, Falk przedstawił nam interesującą historię, z kilkoma celnymi spostrzeżeniami. Czyli znów – można obejrzeć, jak będzie w telewizji;)
Myślę jednak, że z "nowożytnych" filmów Falka, Komornik był znacznie lepszy. Oczywiście do momentu nawrócenia głównego bohatera..;)

Przyznam, że w przypadku obu tych tytułów (Handlarza i Enena) aktorstwo Szyca było dla mnie całkiem znośne. Skłamałabym, pisząc, że Szyc jakoś szczególnie mnie zachwycił – ot, wydał mi się akceptowalny;), – zwłaszcza w Enenie. Chciałabym jednak kiedyś (raczej za kilka lat, niż tygodni) zobaczyć go w wydaniu mniej przewidywalnym...

Spośród tegorocznych premier Szyca nie widziałam jeszcze Wojny... Nie wiem właściwie, dlaczego; to jeden z tych filmów, co do których nie mam wątpliwości, że prędzej czy później je zobaczę – ale jakoś mi się nie spieszy;) Przyznam jednak – przewrotnie – że Silny może być całkiem udaną kreacją. To przecież nowe wcielenie Alberta z Symetrii;)

1 komentarz:

  1. Bardzo fajny tytuł notki. Jak jeszcze kilka innych.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoje zdanie w Kieszeniach.