Ostatnie
dni upłynęły pod znakiem Ważnego Spotkania, przygotowań do konferencji i
szlifów animacji na Dzień Kobiet w pracy. Dziś więc jestem nieco
skołowana, ale finał jutro – pół dnia w firmie, a drugie pół na
konferencji (w tym: moje wystąpienie).
Dlatego w ramach oddechu –
garść ostatnich przyjemności. Tym bardziej, że od kwartału (!) nie zamieściłam nic w tej kategorii. Zima to
zdecydowanie nie jest moja pora roku. Ad rem:
1. Wieczór powrotu R. z kolejnego wyjazdu, w nocy z poniedziałku na wtorek. Jedzenie gorących jabłek, gadanie i oglądanie serialu do 2 rano.
2. Czytanie Milczącego zamku (The Distant Hours) Kate Morton. 550 stron łyknięte ekspresowo – na przystankach, w wannie, przy kolacji. Kolejna po Zapomnianym ogrodzie i Domu w Riverton zapętlona
fabuła, która łączy teraźniejszość z przeszłością i stopniowo, krok po
kroku, odsłania skrywane latami tajemnice... Spośród trzech powieści
Morton ta podobała mi się najbardziej (w dużej mierze dlatego, że nie
domyśliłam się zakończenia ;-) Czysta przyjemność.

Polecam też serdecznie klip promujący książkę – moim zdaniem znakomity!
3. Bliskie spotkania ze słońcem. Spacer z Magdą i Pawłem, prozaiczne wyjście na balkon z kotami, pobyt na starówce w ciągu dnia, przy okazji załatwiania innych spraw. Proste rzeczy, ale ciepło promieni słonecznych – bezcenne.
4. Sponsoring w kinie. Film średni, ale kameralne wyjście bardzo sympatyczne :-)
5. Kieszenie. W ciągu ostatnich tygodni zaglądam tu z jeszcze większym przywiązaniem niż zwykle i czytam Wasze komentarze z wielką przyjemnością. Dzięki!
6. Przygotowywanie dziewczyńskiej animacji z Justyną, Kasią i Łukaszem. To lubię!
7. Żarliwe oglądanie oferty sprzedaży jednego mieszkania – w toruńskiej kamienicy, w której Zawsze Chciałam Mieszkać – i snucie marzeń, którędy bym chodziła do pracy. Kiedyś takie mieć, aaach...
8. Planowanie wakacji – wybieganie myślą w Bieszczady!
Na koniec przesyłam pozytywne myśli koleżance z pracy, którą dziś przytulałam (już ona wie!). Trzymam kciuki, żeby wszystko się ułożyło (a na pewno się ułoży!).
A Was zapraszam, rzecz jasna, do wpisywania własnych przyjemności.