Babskie sprawy w Muzeum Etnograficznym okazały się tematem niezwykle rozległym – obejmującym kwestie kobiecej seksualności, wiejskich zwyczajów związanych z zamążpójściem, zatrważających przesądów dotyczących płodności, czy wreszcie – oskarżeń o czary. Znalazło się miejsce i na wycinek z historii mody, prezentujący kobiecą bieliznę z różnych epok (wierzcie mi, niektóre fasony majtek i biustonoszy potrafią zaskoczyć!).
Choć spotkanie trwało dość długo i naszemu – stłoczonemu na wąskich, drewnianych ławach – towarzystwu doskwierały już kręgosłupy i nogi (a niektórym – miejsca, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę), warto było wysłuchać tych eseistycznych opowieści o kobiecej codzienności z XVII, XVIII czy XIX wieku.

Komoda z damską bielizną.

Przodkowie majtek, z wiązaniem na brzuchu. Przyjrzyjcie się, a zobaczycie ogromne wycięcie – oczywiście służy higienie, tj. swobodzie zaspokajania potrzeb fizjologicznych.
Sceneria Etnoczwartku. Na krześle rozsznurowany gorset.
Prawidła. Dla Justyny :-)
Usłyszeliśmy wiele opowieści niemal anegdotycznych, dla współczesnych dziewcząt – niewyobrażalnych (np. recepty na przywrócenie menstruacji poprzez picie octu, w którym wcześniej wypłukano biedronki). Poznaliśmy szereg ludowych recept na niepłodność – lub praktyk z przeciwnego bieguna, służących rzekomo uniknięciu ciąży (nic prostszego – wystarczy ukryć pod łóżkiem gnijącą deskę, wyrwaną z trumny!). Długo można by opowiadać o obostrzeniach dotyczących życia kobiety w okresie połogu czy w czasie menstruacji (powiem w skrócie, że jeśli macie ogród z jabłonią lub gruszą, nie pozwalajcie kobiecie, która kwitnie, zbierać owoców ;-)
Również przesądów związanych z przyjściem na świat potomka obowiązywało na polskiej wsi wiele. Przykładowo – aby ulżyć w bólu rodzącej kobiecie, podawano jej szklankę wódki, w której pływało sześć świerszczy (wszystkie bezwarunkowo należało połknąć) albo wódkę z brudem, zebranym z trzech miejsc domu – stołu, kąta pokoju oraz progu.
Natomiast z kategorii Pielęgnacja urody mam dla Was zagadkę – jak myślicie, do czego służyło to narzędzie? :-)

Niestety, traktowanie ludowych zabobonów z beztroskim przymrużeniem oka nie wchodziło w grę. Ze wszystkich opowieści wyłaniał się obraz kobiety jako przedstawicielki niższego gatunku, ubezwłasnowolnionej, nie zasługującej na szacunek społeczny i pozbawionej możliwości stanowienia o swoim losie. Zmuszona do małżeństwa, wykonująca ciężką pracę fizyczną w domu i zagrodzie, wiejska gospodyni była dodatkowo obwiniana o każde niepowodzenie, które dotknęło jej rodziny.
Bezpłodność przypisywano wyłącznie kobiecie, przyjście na świat dziewczynki zamiast upragnionego potomka płci męskiej wynikało bezsprzecznie ze złej woli matki (jeden z przesądów głosił, że gdy kobieta podczas stosunku zachowuje się zbyt namiętnie, zwiększa szanse na poczęcie córki; tymczasem jeśli mężczyzna ma skutecznie spłodzić syna, winien skłonić żonę do współżycia przemocą). Klęska upraw mogła oznaczać związki kobiety z ciemnymi mocami lub wynikać z jej niewłaściwego zachowania w okresie nieczystości – natomiast wyjątkowo obfite plony sugerowały zastosowanie czarów i odebranie urodzaju sąsiadce... Do oskarżeń o czary prowadzić mogły zresztą całkowicie arbitralne przesłanki – poczynając od niewielkich defektów fizycznych czy jakiejkolwiek ułomności.
Nie zabrakło w wykładzie również elementów drastycznych, takich jak opis praktyki odmóżdżania noworodków, którym z powodu dużych główek trudno było przyjść na świat... I choć wiele aspektów życia kobiet na osiemnasto- czy dziewiętnastowiecznej wsi nie brzmiało zaskakująco – w końcu słyszeliśmy o nich wcześniej z różnych źródeł – to jednak warto było zatrzymać się na tę chwilę i wyobrazić sobie codzienność wiejskich gospodyń, matek piętnaściorga dzieci...
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Tymczasem gdy wróciłam do domu, za oknem zaskoczył mnie taki widok:
Nie da się ukryć, pogoda w lipcu potrafi zrobić w balona ;-) Do usłyszenia!
P.S. Wiem, że ostatnio piszę codziennie, ale to już długo nie potrwa ;-)